Dzień bez smartfona- co mi unaocznił?

folder_openMinimalizm
commentBrak komentarzy
dzień bez smartfona
Jeśli tytuł tego wpisu brzmi dla Ciebie absolutnie abstrakcyjnie i myślisz teraz, że dzień bez smartfona jest jakimś kolejnym wyzwaniem, w którym biorę udział. To niestety muszę Cię rozczarować. Dzień bez smartfona przydarzył mi się bez planowania i w zupełnie niezamierzony sposób. O tym jak do tego doszło. Na co powinnam była zwrócić uwagę, oraz jakie wnioski wyciągnęłam przeczytasz w tym poście.

Trudna relacja, czyli ja i mój smartfon

Nie jestem jakimś technologicznym geekiem. Nie mogę tez powiedzieć, że używam Nokii 6610. Ot po prostu mam smartfona z połączaniem z siecią, aparatem i kilkoma przydatnymi, dla mnie, aplikacjami. Nigdy nie postrzegałam tego gadżetu jako wyznacznika mojego statusu, ani tym bardziej jako czegoś na co warto zwracać uwagę. Ot po prostu urządzenie. Takie samo jak pralka czy czajnik – ma ułatwiać, upraszczać i uprzyjemniać życie. Nierzadko zdarzało mi się słuchać wymówek od znajomych, czy rodziny, że nie odbieram, gdy dzwonią. Bo po prostu bywało, że na dłuższy spacer, czy zakupy zwyczajnie zapominałam tego urządzenia. Widać w mojej głowie nie było ono tak ważne jak klucze, żeby koniecznie wszędzie je ze sobą włóczyć.

Dzień bez smartfona, nie nadszedł ot tak po prostu

Tak jak wspominałam we wstępie, dzień bez smartfona nie był przeze mnie planowany. Nie jest też wynikiem branie przeze mnie udziału w jakimś dziwnym eksperymencie społecznym typu rok bez zakupów. On się po prostu przydarzył. Tak jak każdego dnia przydarza nam się mnóstwo rzeczy. Z tym, że miałam czas, by się na to przygotować. Inna sprawa, że tego nie zrobiłam. Już od kilku dobrych miesięcy mój smartfon zachowywał się dziwnie. Nagrzewał się już po kilku minutach rozmowy, a bateria wymagała ponownego ładowania już po kilku godzinach, Mąż profilaktycznie uprzedzał, żeby zgrała wszystkie dane, bo to nie wróży nic dobrego. A takie sygnały ze strony urządzenia mobilnego mogą zwiastować jego popsucie się. Bagatelizowała to jednak, bo przecież telefon działał dobrze, poza tymi dwoma odchyleniami od normy. Działał tak do dzisiaj, gdy mimo naładowanej baterii w trakcie rozmowy telefonicznej po prostu się wyłączył. I nie dało się go już ponownie uruchomić.

Dzień bez smartfona i świat się zamyka?

Na początku uznałam, że nic się nie dzieje.Jestem wszak reprezentantką pokolenia, które pamięta czasy sprzed telefonów osobistych i wie, że tak dało się żyć. Czasami nawet z rozrzewnieniem i nostalgią wspominam tamte lata, gdy ludzie jakoś tak więcej się widywali i rozmawiali ze sobą twarzą w twarz, a nie za pomocą komunikatorów internetowych. Bez zbędnej histerii i będąc całkowicie spokojna o moje dane, o których odzyskanie zajęli się eksperci z firmy odzyskującej dane. Po oddaniu im telefonowych zwłok postanowiłam rozpocząć normalny dzień. Traf chciał, że jest dzisiaj akurat ostatni dzień miesiąca. Dzień, w którym zwyczajowo płacę rachunki i co? Nie mogę ich opłacić przez internet, bo bank wymaga potwierdzenia przelewu przez podanie hasła weryfikacyjnego wysyłanego sms-em. Nic się chyba nie stanie jak dokonam tych opłat w przyszłym tygodniu? Kolejna sprawa, ktoś na Olx chce kupić jedną z wystawionych tam przeze mnie książek. Wybiera opcję wysyłki paczkomatem. Fajnie. Lubie paczkomaty. Cenie je za ich dostępność o każdej porze, brak kolejek i ogólnie szybkość całej operacji. Jestem w trakcie generowania etykiety, gdy uświadamiam sobie że przecież do opłacenia zlecenia również będę potrzebowała tego kodu z sms’a. Piszę do faceta z olx, czy może mogę mu wysłać tą książkę paczką w ruchu. Nie zgadza się. A szkoda, bo wiem, że w ruchu można sobie etykietkę wygenerować, a zapłacić w kiosku.
Kolejnym wyzwaniem okazuje się dla mnie zakup biletu na pociąg Kolei Mazowieckich. Po remoncie, w trakcie którego zamknięto kasy biletowe na mniejszych stacjach i zabrano biletomaty najrozsądniejszym sposobem nabycie biletu jest jego zakup przez internet.Można zawsze też kupić u konduktora o ile się na takiego trafi. Po dotarciu do mojego komputera stacjonarego i otwarciu skrzynki email okazuje się, że jest w niej kilkanaście wiadomości. Każda z pytaniem, czy wszystko ok, bo ktoś dzwonił i oczywiście nie odbieram. Dlaczego nagle te wszystkie osoby musiały dzwonić tego dnia nie mam pojęcia.
Niestety też nie  mogę słuchać swoich ulubionych audiobooków, bo storytel daje tą możliwość tylko za pomocą aplikacji mobilnej. Na ich stronie internetowej można sobie co najwyżej przejrzeć katalog i sprawdzić pozycje zapisane na swojej półce, Gotuję więc w ciszy. I mam jakieś takie poczucie zmarnowanego czasu.

Dzień bez smartfona unaocznił mi …

coś czego inaczej bym pewnie nie zauważyła. Będąc święcie przekonana, że życie bez smartfona praktycznie niczym się nie różni od tego z nim. Otóż nie! Różni się. Jest prostsze. Dużo rzeczy można zrobić szybciej. Chociażby sprawdzić, gdzie obecnie znajduje się autobus, na który czekasz, albo dokonać jakiegokolwiek przelewu. Z drugiej strony widzę jaką cenę – przywiązania i niejako uzależnienia od komfortu płacimy. Zupełnie nieświadomie pokładamy dużo nadziei w tym małym urządzeniu, które przecież jest zawodne. Ogólnie czuję się zmęczona tym dniem, bo dużo zwykłych czynności wymagało ode mnie więcej zaangażowania. Poza tym czuję się jakaś poddenerwowana i jakby mi czegoś brakowało. To taki niewytłumaczalny z racjonalnego punktu widzenia stan. Może to jest to słynne FOMO? Czy przydarzyło Ci się coś podobnego? Jak się wtedy czułaś? Do jakich wniosków doszłaś?
Zauważyłam też, że jakoś podświadomie bardziej zaczęłam się martwić o siebie i swoje zdrowie. Przecież gdyby coś się działo nie miałabym jak zadzwonić po pogotowie ratunkowe. O skorzystaniu z pomocy sąsiadów akurat w moim przypadku nie ma mowy. Jedno z mieszkań obok stoi puste od początku kryzysu, gdyż wynajmujący je lokatorzy się wyprowadzili, Drugie zaś zamieszkuje pracoholik, którego nigdy nie ma w domu. A przecież w przypadku realnego zagrożenia nie miałabym czasu, ani siły biegać po piętrach w poszukiwaniu kogoś z telefonem. Dywagacja zupełnie irracjonalna, gdyż czuję się dobrze i nic mi nie zagraża. A jednak mój wysokowrażliwy mózg znalazł sobie doskonałą pożywkę do analiz i snucia czarnych scenariuszy.
Faktem jest jednak,że sporo się też dzisiaj dowiedziałam. Na przykład tego, że można się zalogować na Instagram z poziomu komputera. Tego jednak jak dodać nowy post nie odkryłam.
Tags: , , , , , ,

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Menu